Grupa Górska na szlaku
Grupa Górska na szlaku
Główny Szlak Beskidzki
 

XII Spotkania Grupy Górskiej w Jesenikach. - relacja @ni

O tym, że jedziemy w Jeseniki, wiadomo było już od dawna. Zostało to ustalone na poprzednim spotkaniu w Górach Sowich. Bardzo mnie miejsce ucieszyło, bo tam jeszcze nie byłam. Organizacją zajęła się Janinka, więc w zasadzie o nic się nie martwiliśmy do dnia, kiedy trzeba było zacząć się pakować. To zawsze trwa i kosztuje mnie nie mało stresu;). No ale udało się wyjechać z tylko godzinnym opóźnieniem. Po drodze spotkaliśmy się na chwilę ze Sławkiem żeby odebrać koszulki, potem krótki przystanek na naszej ulubionej stacji w Opolu, spotkanie z Janinką i Tomkiem, oraz Milenką i już w komplecie jedziemy do celu. Na miejsce w tym samym czasie docierają Kasia i Natalka. Są już Smyk, Dorota z Darkiem i Bartusiem malutkim. Długi majowy weekend z Grupą Górską rozpoczął się na dobre.

Bardzo lubię te nasze doroczne spotkania. Nie ma tam łażenia wielkiego, ale spotykamy się w gronie ludzi, dla których nie ważne jest jak się wygląda, ile się zarabia etc. ważne jest to, że wszyscy kochamy być w górach i to się tylko liczy. No …. W tym roku liczy się jeszcze to, ze większość z nasz przyjechała na spotkanie z dziećmi. Było to pierwsze tego typu zgromadzenie. I głównie pod bąbli organizowaliśmy czas. Niestety pogoda nie była nam łaskawa i trochę krzyżowała plany. Pominąwszy ognisko, którego w końcu nie było, również spacerki musieliśmy ograniczać, bo deszcz pojawiał się na niebie codziennie.
Docierają kolejni uczestnicy spotkania: Motylek, Carlos i Ola, Basia z Jarkiem i Tymkiem. Jeszcze tego samego dnia wybieramy się do mechowego jeziorka. Wycieczka niezbyt długa i przyjemna. Drewnianymi kładkami docieramy do urokliwego jeziorka, schowanego w lesie. Robimy zdjęcie grupowe i po niedługiej chwili wracamy. Trochę czasu spędzamy w świetlicy, dzieciaki się obserwują i poznają nawzajem. A my….. a my urządzamy wieczorne pogaduchy.


Nazajutrz wybieramy się na Pradziada, najwyższy szczyt Jeseników 1492 m. Z racji kiepskiej pogody decydujemy się większy kawałek podjechać i potem spacerkiem asfaltem wejść na sam szczyt. Widoki na górze dość mocno ograniczone przez mgły, ale Kofola i Piwo wyborne;) Nina i Natalka w drodze powrotnej trochę wymiękają, wiec zostajemy z Kasią w tyle, szukając sposobów na zmotywowanie dziewczyn do dalszego marszu. Mokniemy, bo zaczyna padać. Popołudnie i wieczór spędzamy w świetlicy. Planujemy następnego dnia pójść na Serak.

Rano nie pada, ale niebo nie jest błękitne. Motylek zgadza się zaopiekować Niną i Natalią tak, żebyśmy mogły z Kasią wyjść w góry. Jestem tak stęskniona chodzenia pod górę, że nie przeraża mnie pogoda. Myślę tylko o tym, żeby iść i iść. O czymś zupełnie przeciwnym myśli Tomek, który jednak decyduje się nam towarzyszyć. Dzagietka z Tymkiem zostają, Również Dorota z Darkiem- Bartuś się rozchorował po wczorajszej wędrówce  Janinka zrezygnowała ze względu na brak osłonki w nosidełku dla Milenki. Idzie z nami jeszcze Jarek, Carlos, Smyk oraz Ylam z Maniem. Martwię się trochę o Maksia, bo nie jest zbyt ciepło, ale podejmujemy ryzyko  w końcu przywiozłam dzieci, żeby się nawdychały powietrza. Najpierw był pomysł, żeby kawałek wjechać wyciągiem, szybko jednak go porzucamy. (Łojeju, jeszcze nie tak dawno temu w ogóle by nikomu do głowy podjeżdżanie nie przyszło;))Patrzę na miny moich przyjaciół i widzę niepewność w ich oczach. Ale ja jestem baaaardzo zdecydowana. Wiem, że nawet jak zmokniemy, zmarzniemy i nam się odechce, to i tak, jak wrócimy do domu, będziemy zadowoleni, że zdecydowaliśmy się pójść do góry. Ruszam dziarsko do przodu, po chwili oddech jakby przyspiesza, trochę zaczynam sapać, ale po kolejnej chwili wszystko wraca do normy. Może i kondycja kiepska, ale daję radę i nie przeszkadza mi już wcale coraz silniejszy deszcz. Wdycham zapach mokrego lasu, upajam się ciszą, wybornym towarzystwem i czystym powietrzem. Schronisko wyrasta nagle, zupełnie niespodziewanie lubię to :twisted: .

Jesteśmy totalnie przemoczeni i brakuje nam kominka, czy choćby ciepłego grzejniczka. Zamawiamy ciepłe i zimne napoje, jakieś jedzonko, próbujemy wyschnąć. Z lekkim brrrrrrr myślimy o tym, że za chwilę musimy założyć znowu te mokre ciuchy na siebie. Nie ma co się jednak pieścić, trzeba złazić. W domu czeka nas niespodzianka. Ale musimy poczekać na nią do wieczora. Po kolacji wskakujemy w wieczorowe ciuchy i udajemy się na wernisaż. Trzy nasze artystki przygotowały piękną wystawę. Wystawa tak zainspirowała Ylama, że postanowił dać upust swoim artystycznym zapędom i przy pomocy Tomka rozpalił grillka. Dostaliśmy pyszne mięsko i kiełbaski na miłe zakończenie dnia.

Następnego ranka Dżagietka i Jarek zbierają się do domu. To jest ten moment na spotkaniach, w którym zaczyna się robić smutniej…. Niby wiem, że za niedługi czas spotkamy się, ale przecież to będzie inny czas i inne miejsce, a tu i teraz znowu się zaczynamy rozstawać. Słońce zaczyna przebijać się przez chmury. Robimy szybki plan dnia, pakujemy manatki i ruszamy. Niestety znów bez Doroty, Darka i Martusia  no i bez „Putajów”. Jedziemy w stronę wieży widokowej na Zlatym Chlumie. Po drodze część ekipy udaje się na platformę widokową. Ja zostaję z Janinką i naszymi śpiącymi bąblami. Mamy z Janinka temat do rozmowy, bo obie jesteśmy bez pracy i możemy sobie ponarzekać  jak to ciężko i w ogóle…;) Ekipa nasza wraca i znowu się żegnamy… tym razem z Janinką, Tomkiem i Milenką (haha pisałam tekst w Wordzie i mi słownik poprawił „Milenką” na „Mielonką”;)) My zdecydowaliśmy się wejść na Zlaty Chlum.
I była to świetna decyzja, bo na górze można było wreszcie podziwiać widoki. Ola z Niną dzielnie pędziły pod górkę, żadna nawet nie jęknęła, że bolą nogi, czy coś. Pamiątkowe zdjęcie i w dół, bo postanawiamy jeszcze pojechac do jaskini na Pomezi. Tym razem ja zostaję z Maksiem , reszta idzie zwiedzać. I fajnie, że akurat teraz są pod ziemią bo na powierzchni znów zaczyna padać. Teraz deszcz nam nie przeszkadza. Plan dnia zrealizowany w 100%. Dopełniony wieczornym piwkowaniem.

Nazajutrz od rana pakujemy się i żegnamy. Mamy nadzieję spotkać się już we wrześniu, niektórzy planują w ramach zemsty wpaść w Jeseniki ładniejszą porą. Ja, Ylam, Ninka i Maksio zajeżdżamy do Mosznej zwiedzić zamek. Potem jeszcze szybki obiadek w okolicach Opola i wsiadamy do autka, żeby wysiąść z niego w Warszawie. Przytrafiła nam się jeszcze w drodze dość zabawna historyjka; otóż właściciel pewnego białego mercedesa podczas niewielkiego korka postanowił wepchać się prawym pasem a w zasadzie poboczem do kolejki. Jeden z kierowców próbował go zablokować, ale kiedy zrobiło się odrobinę luźniej, udało mu się wydostać i pomknął lewym pasem pokazując wszystkim tylną rejestrację. Musiał mieć satysfakcję, ze jednak był pierwszy. Ale… jakież musiało być dla niego zaskoczenie, kiedy nagle musiał znów zjechać na pobocze…… Wszyscy, których zostawiał chwilę wcześniej w tyle teraz zwalniali i machali mu jak tłumaczył się panom policjantom. Oliwa sprawiedliwa… ;) Ojjjjj jak nam było „przykro”. My się nie spieszyliśmy. Dotarliśmy do Warszawy ok. 20-tej, z głową pełną wspomnień i miłych wrażeń.

Jakże to spotkanie było inne od wszystkich, uświadomiłam sobie jak bardzo wszyscy się pozmienialiśmy, jak zmieniła się Grupa Górska. Wielu z nas ma już własne rodziny a jednak ciągle mamy czas dla siebie nawzajem. Dużo rzeczy nam się już nie chce tak, jak kiedyś, ale jestem przekonana, że to tylko przejściowy etap i że to, że nasza grupa ewaluuje to wcale nie jest coś złego i nie należy z tym walczyć, czy próbować to zmieniać. Przyjdą inni wariaci po prostu :grin: może nawet już są wśród nas. Cieszę się, że możemy nadal się spotykać i że wciąż nam się chce, oby jak najdłużej. Dziękuję Wam, że mogłam spędzić z Wami ten czas. Nie mogę doczekać się kolejnego… no tego w Toskanii….
Ps. Niestety nie robiliśmy zdjęć... jeśli ktoś byłby tak miły i chetny, żeby wstawić kilka między wersy, to zezwalam i wdzięczność wyrażam.

@nia

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Poprawiony (poniedziałek, 27 maja 2013 19:36)