Grupa Górska na szlaku
Główny Szlak Beskidzki
Grupa Górska na szlaku
 

Zimowe Karkonosze 2012 Agata&Ylam

Zimowe Karkonosze.

09.02.12
Godzina 18:00 a ja siedzę jeszcze w pracy. W domu już spakowany plecak.
O 20:30 rusza mój pociąg z centralnego, a ja nie mam jeszcze kupionego biletu. 19:00 kończę pracę. Biegiem po plecak do domu, wrzucam go na plecy ooo zazwyczaj chodzę z nosidełkiem ok 20kg. a tu napakowane dużo więcej.Dam radę :) 35min. i jestem na centralnym. Kolejka do kasy mała, więc już luzik. Do Krakowa czas zlatuje moment. W drodze poznałem gościa, który jechał na zimowy obóz.
Agata już na mnie czeka na peronie.O 23:30 wskakujemy do samochodu i już mijamy bramki na płatnej A4. Pod Opolem postój na żurek i dalej w drogę.
Za Wrocławiem Agata mówi, że już nie daje rady i że prawie zasypia, nagle ŁUP!!! Coś walnęło w samochód. Biedny lisek. Jedziemy dalej, bo do naszego zjazdu jeszcze tylko kawałek.Niestety po zjechaniu z autostrady okazało się, że kratka od zderzaka i reflektor są uszkodzone. Widzę zmartwienie Agaty. Zamieniamy się miejscami i jedziemy dalej dyskutując, co zrobić z uszkodzeniami. Na szczęście ma AC, więc nie powinno być problemu.
Do Jeleniej Góry wpadamy jakoś po 5 rano.Problem ze zlokalizowaniem jakiegoś bezpiecznego parkingu. Po radzie taxi drivera decydujemy, że zostawimy samochód pod urzędem miasta, gdzie są kamery :]
W międzyczasie jeszcze jakieś drobne zakupy. Dalej jedziemy komunikacją (czerwona 15) do Jagniątkowa. Sen nas ścina, ale nie dajemy się. Wysiadamy przy mostku i dalej już tylko pieszo.
Fotka przy wejściu na szlak


i przetartą szeroką drogą do góry. Idziemy do chatki AKT, więc już po chwili skręcamy ze szlaku w tzw. Ślepą drogę do pewnego momentu przetartą.Ale im głębiej w las tym robi się trudniej. Coraz głębszy świeży puch. Idziemy wąską leśną dróżką, którą przez dobrych kilka dni nikt się nie poruszał.Dochodzimy do ściany lasu i już tylko pod górkę. Choć wydawało mi się, że to znacznie bliżej. Oboje mamy już dosyć, a mój plecak daje się już na maxa we znaki.
W pewnym momencie Agata pyta mnie czy wyjąć GPS słyszę lekkie zwątpienie w głosie. Ale odpowiadam, że wiem jak iść i damy radę już niedaleko. Po kolejnych 15 min parcia przez las w świeżym puchu znowu pada pytanie.
Mówię, że już jesteśmy. I faktycznie kilka minut i docieramy pod chatkę. Godzina 10 cisza, spokój dookoła biały puch. Do chatki prowadzą wykopane śnieżne tunele :)

Wchodzimy razem. Poznajemy się z chatarem i od razu to, z czego chatka słynie kubek herbaty. Padamy oboje, choć Agata chyba przez zmęczenie i mróz bardziej dostała.Idzie do góry, aby się trochę ogrzać a tu problem. W sypialni 0st. Okazuje się, że były małe modyfikacje i w kominie od pieca, który ogrzewał sypialnię zamontowano wkład,przez co nie oddaje w ogóle ciepła. Ja zapoznaję się z nowymi zasadami korzystania z chatki. Później jakiś obiad. Trochę pracy przy chacie: odśnieżanie, noszenie wody po uprzednim wykuciu przerębla w studni.
Czas leci szybko, więc i pora kolacji nadeszła; wpadają kolejni goście. W między czasie jeszcze partyjkę tysiąca rozegraliśmy. Oczywiście to wszystko, co ważyło w moim plecaku, to jedzenie :) teraz są efekty.Makaron na obiad i kolację z dobrymi sosikami wynagradza wagę niesionego plecaka. Dość szybko się kładziemy, bo jutro czeka nas długa droga. A po dzisiejszym podejściu Agata ma coraz więcej wątpliwości.
Później docierają jeszcze kolejne osoby do chatki i impreza się rozkręca. Ale nie dla nas; my już śpimy, bo chcemy wstać jako pierwsi. Temperatura nie rozpieszcza: +4st.Umówiliśmy się, że o 7 będzie już napalone w piecu tak, aby można było przygotować śniadanie.

11.02.2012
Schodzimy do jadalni przed 8 a tu zaskoczenie… piec dopiero rozpalają, trochę nie tak jak się umawialiśmy. Chatar jeszcze śpi, bo pobalował ehhhh. Ogarniamy, jakieś śniadanie, wrzątek do termosów gotujemy na palniku gazowym.
Pakowanie plecaków, zapinanie rakiet i w drogę.

Dalej nieprzetartą ścieżką po ostatnich opadach. Piękna pogoda, niebo bez chmury z lekkim -14 mrozem. Przecieranie idzie nam dość nieźle.
Nagle słyszę krzyk agaty.Odwracam się, a ona po pas w śniegu :) Tak utknęła, że musiałem jej pomóc się wydostać z pułapki. Po chwili docieramy do czarnego szlaku, gdzie już przed nami jechał ktoś na nartach do góry.
Teraz jakaś godzina podejścia do czerwonego szlaku.

Piękna pogoda i widoki. Kilka ujęć. Dochodzimy do grani a tam ludzi jak na autostradzie w większości na biegówkach.W oddali widać Odrodzenie oraz czeski hotel na przełęczy karkonoskiej. A jeszcze dalej słoneczniki :) wydaje się kawał drogi a tam musimy dotrzeć i jeszcze dalej.Łyk herbaty i dalej w drogę.

Po chwili docieramy do przełęczy, pada propozycja kawy w hotelu a kończy się na wczesnym obiedzie. Ale czas ruszać, jeszcze kawał drogi przed nami.
A na sam początek najgorsze podejście na całym dzisiejszym odcinku. Ale w rakietach nieźle idzie. Choć Agata woli asekurować się tylko kijkami.
Docieramy do końca podejścia a tu uderzenie wiatru, mam wrażenie, że temp. odczuwalna spadła nagle do -30st. doposażam się w maskę, dopinam kaptur i ruszamy dalej.Wiatr towarzyszy nam już cały czas. Niebo bez chmury, piękne słońce, ale ten wiatr. Na szlaku mija nas sporo ludzi w większości obcokrajowcy zazwyczaj Czesi.
Chwila odpoczynku przy słonecznikach łyk goręcej herbaty i dalej w drogę. Już widać nasze rozwidlenie szlaków. Do szlaku prowadzącego do strzechy akademickiej już naprawdę niedaleko. Lekko ścinamy, ale nie za dużo, bo w końcu lawinowa II.Teraz już tylko w dół. I już ostatnia prosta. Agata jeszcze polazła gdzieś zrobić foto a ja wpadam do środka :) . Wypinam się z plecaka, rakiet. Rozbieram dochodzi Agata. Wchodzimy do bufetu. ohhhh co za ulga że już jesteśmy na miejscu.
Herbatka, piwko, czekolada. I czysty relax. Czas na organizację pokoju. Propozycja pani z za baru że ma wolną 2 z wersalką :) patrzymy na siebie no niestety musimy odmówić :) Dostajemy do dyspozycji pustą 6. Ważne że jest ciepło. Grzejniczek mały, ale wydajny.Do schroniska dotarliśmy ok. 16 od 17 są prysznice, więc lecimy od razu. Ciepłej wody nie brakowało luksus jak nie wiem co po takiej całodniowej wycieczce.Później liofilizowany strogonof i czas na odpoczynek. Schodzimy do bufetu z zamiarem zakupu jakiegoś ciasta może lody. Okazuje się że poza bigosem i schabowym to ze słodyczy nic innego nie ma :( Agata pije piwo, ja gorącą czekoladę i pora do spania.Jutro kolejny ciężki dzień :) a Agata już się obawia.

12.02.2012
Wstajemy rano, nie wiem nawet, która była godzina, ale podnoszę głowę i szok. Dawno nie widziałem wschodu słońca w górach, a już zimą to hoho rewelacja.

Budzę Agatę i namawiam żeby wygrzebała się ze śpiwora. A ona na to: „masz mój tel. zrób mi zdjęcie :)
Ale widoczki, pomimo iż nie z grani a ze schroniskowego okna, rewelacja. Ogarniamy śniadanko. Gotujemy wodę na herbatkę i w drogę. Jednak udało mi się namówić Agatę na podejście, bo wieczorem była zdecydowana, aby już od rana schodzić do Karpacza.
Podejście pokonujemy dość szybko. Później spacer i kilka ujęć, bo dopiero zaczął działać poprawnie aparat jak bateria całą noc spędziła na grzejniku.



No i w przeciwieństwie do dnia poprzedniego wiatru nie ma w ogóle.Spokojnym tempem idziemy w stronę śląskiego domu.



Choć jak Agata dostrzegła podejście na śnieżkę znowu zaczęła wątpić. Jeszcze przed śląskim domem napotykamy grupkę 3 Czechów, którzy zbierają się po biwaku.

Zagaduję, pytam, jaka była temp. mówią, że nad ranem -22. Agata wpadła na pomysł, że zostawi plecak w śląskim domu ja swój zabieram z myślą o tej tabliczce czekolady i kubku gorącej herbaty na śnieżce. Podejście, choć dość strome i śliskie pokonujemy szybko.



Rakiety bardzo mi w tym pomagają, choć Agata woli tylko kijki.
Na szczycie kilka fotek i wchodzimy do środka a tu jakież moje (Agata była tam pierwszy raz) zaskoczenie.

Na Śnieżce funkcjonuje już tylko restauracja. Nie ma miejsca dla turystów, którzy chcą się ogrzać, napić herbaty z termosu lub zjeść kawałek chleba. Kiedyś były tam 2 sale restauracji i dla turystów. Teraz jest restauracja i kawiarnia. Wszędzie pełno kartek informujących o zakazie spożywania swoich posiłków. A cola 0,5l kosztuje 8zł. Lojeju myślałem, że omdlenia dostanę.
Pijemy kawę i cole za 8zł i zbiegamy raz dwa na śniadanie do śląskiego domu.

Tam już po staremu pierwsza sala dla ludzi ze swoim prowiantem. Aha, toaleta na śnieżce kosztuje 3zł -najdroższa, jaką widziałem. Już wolałbym srać na mrozie pod murkiem na śnieżce tak dla zasady.2zł to jeszcze rozsądne no chyba, że przy takiej wysokości, na jakiej znajduje się obiekt trzeba zużyć więcej chemii do utrzymania jej w czystości.
Po śniadanku kierunek Karpacz. Schowałem już rakiety znając to lekkie zejście lasem. I to był duży błąd. Zejście było tak wyślizgane, że co chwila siedziałem na dupie. Ale Agata musiała mieć ze mnie ubaw wrrr.
Dość szybko docieramy do białego jaru. Łapiemy pierwszy lepszy autobus w kierunku Jeleniej Góry; jak doszliśmy właśnie odjeżdżał. Później kawałek spaceru przez Jelenią i już jesteśmy przy samochodzie.
Wskakujemy. jeszcze tylko obawa czy aby uda się go po weekendzie postoju na mrozie odpalić. Udało się choć nie za pierwszym razem. Ustawiamy nawigację i już jedziemy w kierunku Krakowa. Jeszcze postój na obiad na Bielanach wrocławskich.
W drodze dzwonie do @ni aby sprawdziła mi połączenia z Krakowa do wawy są 2 pierwsze 19:45 drugie 21:15 z małą jednak różnicą pierwszy pociąg jedzie 3h a drugi 6h. Weryfikujemy to z nawigacją do dworca w Krakowie dojedziemy o 19:35 ups 10 min a jak będzie wszędzie czerwone światło.No to Agatka daje trochę więcej gazu, ale kolejny problem okazuje się, że przy tak dużej prędkości jest zbyt duże zużycie paliwa i nie dojedziemy bez tankowania. Tankowanie to strata co najmniej 10-15min.
Znajdujemy złoty środek prędkości do spalania i mamy nadzieję, że się uda. Na dworzec docieramy, o 19:15 ale już prawie na samych oparach paliwa. Zostaję odprowadzony na peron, biletu już nie kupuje, bo nawet nie wiemy gdzie szukać kasy. Więc zakupię go u konduktora.
Ponieważ zostało jeszcze trochę czasu, Agata już nie będzie czekała nie dziwię jej się, sam mam dosyć. Zostaję na peronie, zbiera się coraz więcej ludzi. No ładnie z 70l plecakiem, przytroczoną karimatą i rakietami śnieżnymi w ręku nie mam szans startować do miejsc w przedziałach, bo się nie przebiję za nic.Pozostaje korytarz. Ruszamy. Myślałem, że to początek trasy pociągu i dlatego jest w środku tak zimno i są poprzymarzane okna. Myliłem się, tam było po prostu tak zimno w trasie okna zaczęły zamarzać jeszcze bardziej od środka ludzie stojący obok mnie zaczęli się ubierać w czapki, rękawiczki i co mieli przy sobie.
W połowie drogi i ja nie wytrzymuje wyjmuje ogrzewacze chemiczne, których nie zużyłem w górach, bo nie było potrzeby. Trochę się na mnie dziwnie patrzą, bo usiadłem na podłodze i zdejmuje buty wkładam do nich, jakieś dziwne białe saszetki i sznuruje. A co tam, niech się zastanawiają, mi przynajmniej ciepło w nogi :)Dojeżdżam do wawy po 23 teraz jeszcze 30min metrem i już jestem w domku.

Oj potrzebny był mi ten wyjazd. Nie ma to jak się zmęczyć z plecakiem. Dzięki Agata za towarzystwo. Miło było po raz kolejny powędrować razem. Mam nadzieję że nie przegoniłem Cię zbyt mocno przez Karkonosze i zdołałaś dostrzec ich wyjątkowość i piękno. Na tyle dobrze, aby tam jeszcze kiedyś wrócić. Dzięki.

Oj się napisałem, mam nadzieję, że się podobało.

Cześć.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com