Tatry-cichym ścigałem je lotem; luty 2010

d.1 - Kościelec

Po raz drugi odwiedzają ze mną Tatry zimą Anglicy – tym razem jest o jednego więcej. Zastajemy lawinową 3, więc dzielimy się na 2 grupy: Andrew, Alex, Phil i Stuart udają się do M.Oka na lodospady – ja, Anthony i Szczepan (który dojechał w zbliżonym czasie) obieramy kierunek na Murowaniec, skąd o g.13 ruszamy na Kościelec.
Na Mały Kościelec podchodzimy od wschodu, wąskim żlebem - zrezygnowaliśmy z wejścia wprost na Karb, bo tam grząsko, żadnych śladów, więc mogłoby się coś oderwać. Żlebkiem często schodzą pyłówki, więc staramy kryć się za skałami, gdy jest ku temu możliwość. Trochę prószy, trochę wieje, pusto dookoła.
Krótki postój na Małym K. - wszystkie stare ślady doszczętnie wywiane i całe wejście jak w warunkach dziewiczych. Droga prosta, znana, okrywające chmury nie przeszkadzają w orientacji. Na szczycie czekając na jakieś przejaśnienia rozgrzewamy się tańcem – ledwo co ukazuje się Świnicka Grań. Z Karbu nie powielamy drogi wejścia, schodzimy jak popadnie w kierunku zachodnim.








→ 13 km
↑ 1200 m
↓ 700 m

Opisy
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5669828748646968514

1 luty 2010 - d.2  Świnica (taternicki wierzchołek)

d.2 – Świnica (taternicki wierzchołek)

Pogoda zrobiła się wymarzona, więc za cel obieramy Świnicę – z Murowańca wychodzimy o g.7.30. Szkoda, że wczoraj na Kościelcu były marne warunki na foto – dziś zapowiada się zupełnie inaczej. Z nartostrady odbijamy skrótem wprost na Beskid i, tak jak się spodziewaliśmy, żadnych śladów na grani – dziś poniedziałek, weekend był paskudny, więc ostatnio raczej nikt tu się nie zapuszczał. Mróz trzyma, śnieg chrzęści pod rakami, niewiele jest miejsc z miękkim puchem, przez który musimy się delikatnie przedzierać. Naszym poczynaniom przygląda się lis, gdy przechodzimy Skrajną Turnię.






Opisy
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5670483514878937506

Na Pośredniej Turni pogoda wciąż dopisuje, aczkolwiek od wschodu zbliżają się chmury. Na każdym tatrzańskim wyjeździe jeżeli jestem z kimś (oczywiście poza 3 dniami z GG e-tatry) „...dzielę i rządzę, rozdzielam...” (nasunął mi się cytat :roll: ), jednak wysłuchuję opinii innych.
W tej chwili, w tym rejonie tylko góry i my, żadnych śladów dookoła, więc informuję, że chociaż przy law.3 Żleb Blatona nie powinien sypnąć niemiłą niespodzianką (wystawa SW), to jednak wolę wejść na taternicki wierzchołek i z niego na główny. Tak robimy, ruszamy wprost – chwilami mixtem granią, częściej obok niej, jej południową stroną.
Kwadrans przed szczytem zalewają nas chmury, na ostrzejszym odcinku chwilami wykorzystuję dziób czekana. Śnieg tu jest stabilny, twardy, wspina się przyjemnie do samego szczytu, obok którego 80 m dalej sąsiaduje główny wierzchołek Świnicy. Zamiar był przejść na nią, więc schodzę kawałek, ale Świnicka Szczerbina Niżnia tak zasypana, że rezygnujemy z jej przejścia, aby nas nie porwało w Żleb Blatona.
Płaski taternicki wierzchołek jest przewiany wiatrem, czekamy chociaż na minimalne przejaśnienia, ale tak jak wczoraj na Kościelcu, tak i teraz wygląda to mizernie. Schodząc powielamy drogę wejścia i z biegiem czasu znowu się przejaśnia – pogodowy szczytowy pechulec.






→ 11 km
↑↓ 950 m

Opisy
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5670483753334850850

2 luty 2010 - d.3  Żółta Turnia

d.3 – Żółta Turnia

Z Murowańca ruszamy na wschód przedeptanym żółtym szlakiem, wkrótce przechodzimy Suchą Wodę. Godzina wyjścia późna (po g.10), bo mamy zamiar złapać zachód słońca ze szczytu, jeżeli będą ku temu sprzyjające warunki - na razie słońce daje po oczach, i oby nie było tak mizernie widokowo jak w poprzednie 2 dni na szczytach. Po drodze przyglądamy się Małemu Kościelcowi, na który wchodziliśmy przedwczoraj (żlebem po środku kadru fotki nr3 - na słonecznym fragmencie widać nasze ślady), aby wtedy stanąć na Kościelcu. Za nami rozpościera się Gąsienicowa Hala, za którą wyłonił się Giewont.
Czas odbić ze szlaku - pierwszy przez kosówkę zapadając się w śniegu przedziera się Szczepan, mozolny jest to odcinek, i po jego sforsowaniu zakładamy raki. Zmieniamy się kolejnością, teraz lajcik, do szczytu coraz bliżej, coraz rozleglejsze widoki, aż osiągamy szczyt Żółtej Turni, skąd rozpościera się rozległa panorama od Koszystej przez Orlą Perć po Pośrednią Turnię (ostatnia fotka), kończąc na Giewoncie.

Jeszcze nie przypuszczałem, że w czasie tego pobytu wybiorę się na Skrajny (w zoomie), gdzie na kopule szczytowej stylisko czekana rozczłonkowało się na 2 części, oraz 2-krotnie na wtopiony w niego Wierch pod Fajki – bo plany były wciąż inne.







Opisy
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5687583167301418930

Drogę powrotną mamy zaplanowaną, trochę różniącą się od wejścia, więc na szczycie zostawiamy plecaki i ruszamy ku Żółtej Przełęczy, skąd są dogodne warunki zejścia nad staw – gdybyśmy tobołki wzięli ze sobą, to stąd opuścilibyśmy grań, a może weszli jeszcze na Pańszczycką Turnię (Szczepan na jej tle). Jednak po zrobieniu fotek wracamy się i opuszczamy Żółtą Turnię, bo gęste chmury nad szczytami uniemożliwiają złapanie zachodu słońca. Przed nastaniem ciemności złapał mróz, nie idziemy już po własnych śladach, a równo z końcem dnia przedzieramy się przez gęstą kosówkę.







→ 8 km
↑↓ 700 m

Opisy
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5696825870279451634

3&4 luty 2010 - d.4&5 - 2xR

d.4&5 – 2xR, czyli rozczarowanie & rozrywka

Szczepan wyjechał, Anthony dzień wcześnie udał się do M.Oka łącząc się z kumplami, i gdy ja tam docieram zastaję masakrę - I'm disappointed. Gorsze warunki niż w rejonie Gąsienicowej, tu też nic nie przetarte, jest cholernie lawiniasto, aż obsługa schroniska mówi mi, żebym już zabrał Anglików kujących w lodzie pod Bandziochem, z którego nie raz sypało nad ich głowami. Pogoda ciągle zmienna, dziś nie ma sensu wyjmować aparatu, więc kolejnego dnia udajemy się do Zakopca.

Po rozlokowaniu w Domu Turysty idziemy trochę się rozerwać, m.in. na lodowisko, skąd złapałem parę fotek. Najlepiej śmiga Andrew, za to Phil chyba po raz pierwszy ma do czynienia z łyżwami – ja nie mam problemu z nabraniem szybkości, gorzej z hamowaniem, ale od czego są bandy.
Ani rejon M.Oka, ani Gąsienicowa powyżej stawu nie przetarte, niebawem dojedzie Kris, więc na jutro wybieram W.p.Fajki, bo tylko w jego okolicach widziałem niezłe warunki.




Opisy
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5698

5 luty 2010 - d.6  Wierch pod Fajki (gł. pn-zach)

d.6 – Wierch pod Fajki (główny pn-zach wierzchołek)

Kris dojechał i w piątek rano ruszamy z Kuźnic do Murowańca, gdzie pozbywamy się części bagaży. Najpierw ciepła strawa, potem rozmowa z toprowcem o panujących warunkach, który potwierdza moje przypuszczenia podsumowując, że tylko nie na… Żółtą Turnię. Dopiero o g.12.30 opuszczamy schronisko – może tym razem uda się złapać zachód słońca, chociaż na razie na to się nie zanosi. Mijamy Kamień Karłowicza, przechodzimy skuty lodem staw i odbijamy na wschód – nie na łagodniejszą Żółtą Przełęcz (nią planujemy zejść), lecz wprost na Przełączkę pod Fajki.
Zachodnie zbocze przewiane, więc idzie się nieźle i po osiągnięciu grani czas na kilka fotek, chociaż chmury opadły trochę niżej. Stąd na Wierch pod Fajki już tylko kilka(naście) minut i pod jego głównym pn-zach wierzchołkiem zrzucamy plecaki – znowu parę fotek i chowam aparat do wewnętrznej kieszeni, bo mróz trzyma oraz dla jego bezpieczeństwa. Za chwilę ruszę wyżej.
[ostatnie 3 fotki by Kukul]






Co znajduje się na fotkach pod linkiem
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5699425

Jeszcze kilka fotek w różnych kierunkach i wchodzę – początkowo lewą stroną, w końcówce rakami stąpam po skale. Kris archiwizuje moje poczynania i po nie długim czasie mogę wyprostować się na głównym północno-zachodnim wierzchołku Wierchu pod Fajki. Niestety, nie widać szans na przejaśnienia, znowu dzień bez przyzwoitych fotek z kolejnego szczytu – i ponownie o złapaniu zachodu słońca można pomarzyć. Łapię aparatem, co się da, ale z biegiem czasu zrobiło się mgliściej, że nawet czubek Skrajnego schował się w chmurach. W takim razie nie ma na co czekać i już nigdzie dalej nie idziemy, robimy odwrót schodząc kawałek po swoich śladach, potem do Żółtej Przełęczy i z niej w lewo wprost na staw.
Jutro ma się przejaśnić – oby, bo to będzie ostatni dzień.
[fotki nr 3, 4, 5 by Kukul]






→ 12 km
↑ 1200 m
↓ 700 m

https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5699780077824389954

6 luty 2010 - d.7  Skrajny G. & W.p.Fajki (pd-wsch)

d.7 – Skrajny Granat & Wierch pod Fajki (pd-wsch),
ale najpierw wycof znad Zmarzłego Stawu, bo… tąpnęło


Z Murowańca ruszamy o g.7 - wcześnie, bo to ostatni dzień i jeszcze dzisiaj ruszymy do Krakowa. Dolina Gąsienicowa budzi się do życia, a naszym planem na dzisiaj jest Zawrat, i z niego w lewo lub prawo.
Znowu idziemy po Czarnym Stawie Gąsienicowym i podchodzimy zasypanymi śladami ku Zmarzłemu.
[nr 1, 2, 5, 6 by Kukul]






Jesteśmy powyżej Zmarzłego Stawu, niedawno stare ślady się skończyły i przecieramy szlak, ale gdy zaczynamy wpadać do połowy uda zastanawiamy się, czy pchać się wyżej. Sporo śniegu nawiało w ten kocioł, wciąż utrzymuje się law.3, więc nie będziemy kusić losu i wracamy po własnych śladach.


Idę min. 10m za Krisem robiąc fotki, gdy nagle dochodzi mnie głuchy dźwięk i przez ułamek sekundy nie czuję ciężaru własnego ciała, aby raptem opaść kilka centymetrów niżej - pode mną tąpnęło i widać wyraźny obryw na śniegu (fotka nr 9 zrobiona chwilę przed tąpnięciem).
Mówię Krisowi, że w każdej chwili mogę z tym polecieć, więc zamieniam aparat na czekan i wchodzę wprost na pobliską skałę - pamiętam, że wyżej jest obejście, do którego postanawiam się dostać, ale wpierw muszę wspiąć się 20-30m. Pod cienką warstwą śniegu kryje się gładka skała poprzetykana darniną. Zrzucam nad sobą śnieg wczepiając czekan w nierówności kamienia. Gorzej, że drugą dłonią nie bardzo mogę sobie pomóc, więc po wklinowaniu raków przylegam do ściany znowu szukając miejsca na wklinowanie dziobu czekana.
A rok temu w Szkocji obiecałem sobie, że wymienię staruszka na lepszy model, bo wtedy nie mogłem sforsować 3m lodowego nacieku - i na zamiarach się skończyło.
Szybko odgarniam tą myśl i po mozolnym pokonaniu ok.1/4 wejścia zastanawiam się nad powrotem, co też i Kris proponuje. Być może podjąłem pochopną decyzję opuszczenia śniegu, ale z miejsca gdzie się znajduję łatwiej wejść niż zejść, a skakać tam nie zamierzam. Wiem, że do góry nie jest daleko, więc wybieram kontynuację lawirując nieznacznie w prawo i lewo, aż zgrzany wydostaję się na taras ciągnący pod Czarną Wantą, skąd nie odmawiam sobie kilku fotek.


Spacerkiem stopniowo obniżam się robiąc zakole i schodzę do Krisa.
Dziób czekana wygląda makabrycznie, znowu przyjdzie go spiłować, a i tak jest już krótszy o 3cm od chwili, gdy był nowy.
Postanawiamy, że znowu udamy się na Grań Fajek, ale tym razem w połączeniu ze Skrajnym Granatem. Schodząc mijamy w odstępie kilku minut 2 samotne osoby udające się na Zawrat. Twardo postawili na swoim, a my za nie długi czas będziemy przyglądać się ich poczynaniom z przeciwnej strony kotła - za nimi podąża większa grupa.
[by Kukul]


Opisy fotek
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5702023142183577106

Nie schodzimy do stawu, lecz poniżej Małego Zawratu odbijamy wprost na wschód ku Pańszczyckiej Przełęczy – po drugiej stronie (gdzie niedawno byliśmy) widzimy mały obryw – w dolnej części fotki od widocznych śladów przy skale odbiłem do góry, gdy wtedy tąpnęło pode mną. Droga mojej wspinaczki zasłonięta, ale są widoczne ślady pod Czarną Wantą doprowadzające do nasłonecznionego odcinka, z którego zszedłem do wydeptanej ścieżki.
(fotki 1, 9, 10 by Kukul)


Wchodzimy coraz wyżej przy ładnej pogodzie, aż żal ściska, że trzeba będzie zejść wcześnie nie czekając na zachód słońca, który zapowiada się niezły.


Stajemy na Skrajnej Pańszczyckiej Czubie, gdzie za chwilę się rozdzielimy, bo ruszę na lekko na Skrajny, a Kris zaczeka tu na mnie.



Po chwili oddechu z Pańszczyckiej Czuby przyglądam się wejściu na Skrajny G.
Są 2 warianty, albo tradycyjnie lekko z prawej lub trawersując małymi zachodami do Granackiej Przełęczy - wybieram pierwszy, bo widoczny pierwszy zachodzik po pn-wsch stronie Skrajnego mocno zasypany śniegiem. Od Pańszczyckiej Przełęczy Wyżniej śnieg ma konsystencję sypkiego puchu, który osuwa się spod nóg - od tego miejsca jest to teren, do którego zimą nie docierają promienie słoneczne. Powiedziałem Krisowi, że droga w obie strony zajmie mi 30-40 min wliczając w to czas na fotki.
A już w tym momencie biję się z myślami, czy to nie osunie się ze mną, bo i law.3 i wystawa niekorzystna. Ruszam spokojnie przy skale zapadając się w białym puchu - kilka metrów za przełączką teoretycznie newralgiczny punkt, ale jakoś poszło. Krok po kroku zdobywam kolejne metry chwytając się lewą dłonią skał (dopóki były), prawą operując czekanem. Na kopule szczytowej poczułem zlodowaciałą powłokę i mogę już rozkoszować się widokami.


A ze Skrajnego Granatu rozciąga się rozległy widok.


Opisy tego, co na fotkach
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5709859149989862658

Fotki ze Skrajnego porobione (na powyższych Gierlach http://tatry.netmark.pl/viewtopic.php?t=3995, Hawrań z Płaczliwą Skałą, Staroleśny, Lodowy), Kris czeka, czas schodzić po własnych śladach – gdzieś w połowie drogi do przełączki odwracam się twarzą do stoku, bo nie mam zaufania do luźnego śniegu pode mną. Czekan nie zawsze łapie pewny punkt nie mogąc dobić się do stabilnego podłoża. Trwa to niedługą chwilę i gdy dochodzę do miejsca, gdzie mogę skorzystać z dobrodziejstwa kawałka skały, jakby mi ulżyło. Teraz za każdym razem łapię dziobem pewny punkt oparcia i dochodzę do miejsca określanego jako I – stąd już parę kroków do przełączki, ale jednak wciąż za plecami nie jest zbyt płasko, a poniżej długi zaśnieżony dosyć stromy żleb. Wczepiam się dziabką w skałę, drugą dłonią mogę się tylko oprzeć, i zaczynam stawiać kroki, jednocześnie spory ciężar własnego ciała zawierzając czekanowi.

Odnoszę wrażenie, jak gdyby ściśnięta na stylisku dłoń zaczęła się obniżać. Patrząc pod nogi poczułem nagle jakbym trzymał się powietrza – to, co przed chwilą uważałem za złudzenie, nie było nim. Trzymam tylko połowę styliska, reszta czekana wciąż tkwi w skale, lekko mną obróciło, ale pętla mocno zacisnęła się na przegubie, gdyż w dalszym ciągu częściowo zwisam na tej ręce. Ciśnienie momentalnie podskoczyło, po raz drugi tego dnia.

Wyrwało mi się przekleństwo – co by było, gdyby… Szybko chowam ten luźny kawałek i łapię się za skróconą wersję czekana, aby natychmiast podciągnąć pętlę. Jakoś dziwnie czuję się z tą miniaturką, ale trzeba sobie radzić z tym, co się ma. Chwilę potem docieram do Pańszczyckiej Przełączki Wyżniej i mogę odsapnąć.
Kris pyta, co tak długo – od rozstania minęło niecałe 50 min. Wystarczyło, że zobaczył czekan, dodałem o niezbyt stabilnym śniegu i świetnych widokach, co wszystko razem wzięte o tym zdecydowało.

Jeszcze razem wchodzimy na pd-wsch Wierch pod Fajki. Jest g.13.30, czas kończyć ten wyjazd, aby do Krakowa dotrzeć o przyzwoitej porze, bo rano odlot. W Murowańcu jeszcze ciepły posiłek i o zachodzie słońca żegnamy Tatry.
(fotki nr 9, 11, 12 by Kukul)






→ 14 km
↑ 1000 m
↓ 1500 m

ślad GPS


Ten wyjazd to 5 kreatywnych dni:
→ 58 km
↑ 5000 m
↓ 4500 m

Łącznie z 2 lajtowymi dniami:
→ 81 km,
↑↓ 5400 m

ślady GPS


Opisy fotek
https://picasaweb.google.com/105168701637958549387/TATRYKoscielecSwinicaZoTaTWPFajkiSkrajnyG201031Sty6Lut#5715015649892132866

END
luty 2010

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com