Grupa Górska na szlaku
Główny Szlak Beskidzki
Grupa Górska na szlaku
 

Szczeliniec Wielki - bubamara


Kolejny szczyt z kolekcji Korony Gór Polskich i kolejne spotkanie Grupy Górskiej na szlaku.


Jak zwykle do "celu" dojeżdżaliśmy w różnych odstępach czasu i z różnych zakątków kraju. Jako pierwszy, do bazy czyli "Domku w lesie" pod Szczelińcem dotarł Bad Sid.
W okresie zimowym na trasie do Karłowa nie ma żadnej komunikacji państwowej z Kudowy czy też Kłodzka, więc zostaje wędrówka piesza lub "szczęście" na złapanie tzw. okazji. Bad szczęścia nie miał, ale w zamian miał przyjemność wędrówki szosą z Kudowy - piękną zaśnieżoną szosą, wijącą się pośród lasów. To tylko 14 km.


W nocy dojechała "zbiorówka", czyli Foka z Łodzi, @nia z Warszawy, Sławek z Pabianic, Kasia z Wrocławia i Jesienny Deszcz z Łaz k. Zawiercia ale zakotwiczony na moment we Wrocławiu.


Jakże to miłe, że Foka pozbierał to towarzystwo i o nikim nie zapomniał po drodze.
Noc spędzili na długich Polaków rozmowach - na sen zostało im niewiele czasu.
Jako ostatni dotarliśmy my, czyli Jarko i ja - z Krakowa.
Podróż PKP - bilet turystyczny czyli "tani" - przesiadka we Wrocławiu.
Do Kłodzka dojechaliśmy o 6.00 i tu czekał na nas niezawodny Zbyszek.

Nie musiał... ale chciał. Dzięki tej koleżeńskiej pomocy zaoszczędziliśmy czas jak i siłę (w moim przypadku), bo nie bardzo sobie wyobrażam o której godzinie doczołgałabym się do Karłowa, nie mówiąc już, że Jarko by chyba nie strawił mojego towarzystwa...


Postać "Zbyszka"...

Nie dane mi było wcześniej go poznać, ale z tego co wiem, był jednym z pierwszych forumowiczów (z "numerem" 34). Można by go nazwać "ojcem" tego forum, ponieważ jego to pomysł był, jego dążenie do tego co mamy dziś.


Udało się dzięki współpracy i zaangażowaniu wielu innych ludzi. Nie wiem natomiast, dlaczego jakoś tak...nas opuścił na długi czas... Mam nadzieję, że "wróci". Jest tutaj potrzebny.


Sobota, godz. 7.00 - "domek" śpi...
O nieeeeeee...drzwi zamknięte, obiecana kawa dla Jarka nie paruje....
Pobudka - serdeczne powitanie...każdy z każdym...
Poznaję @nię, Sławka, Fokę.
No jasne...znowu mnie wrzucili w izbę koedukacyjną...zaczynam to nawet lubić.
Żadnych zmian!!! Tylko koedukacyjna!!!pomimo wietrzenia izby przez całą noc.

9.00 wyruszamy na szlak.
Pięknie przetarty, chociaż troszkę ślisko. Pogoda cudna. Niebo błękitne - na nim słoneczko i te "kamienie" w śnieżnych okryciach przed oczami. Wyobraźnia zaczyna działać.
Bywam często "zaskakiwana" na tych wyprawach...
Kasia wyciąga swoje "raczki" i zakłada na moje buty. Jarko niesie w swoim plecaku moje małe co nieco... Ktoś dźwiga termos z herbatą dla innych... Czyż to nie jest piękne? Cóż mogę więcej powiedzieć???
Krętą ścieżką dochodzimy do szczytu. Budynek schroniska w remoncie. Oglądamy panoramę z platformy widokowej pod schroniskiem. Pamiątkowe zdjęcie GG i dalej w drogę.
Zaczyna się bajkowy krajobraz, więc nie będę dokładnie opisywać, bo każdy z nas inaczej tą "bajkę" czyta.
Skalne labirynty robią wrażenie. Warstwa śniegu miejscami bardzo wysoka, więc czasem należy w pozycji poziomej pokonać teren.
Zejście miejscami przypomina tor saneczkowy, więc kto lubi...to jedzie w pozycji "siad płaski".
W południe pożegnanie Zbyszka - no cóż... praca wzywa go.
My podążamy w kierunku Błędnych Skał. Odcinek 4 km drogą jezdną.
Przy parkingu "narada". Do wejścia na teren rezerwatu ścisłego ok. 2 godz. Przejście po rezerwacie niemożliwe bez saperki... (informacje od schodzących).
Po przeanalizowaniu "za i przeciw" - ruszamy do odwrotu. Część grupy skręca w poszukiwaniu Fortu Karola.
Znaleźli... "forcik", chociaż inaczej go sobie wyobrażali.
Wieczór...
Wchodzę do tej "koedukacji"... i jakiś młodzian w "łaciatym mundurku" wita się ze mną i zapytuje czy GO poznaję?? Moje myśli krążą... wracają do wcześniejszego "etapu"... i nic... Nie poznaję.

A to YLAM dotarł!!! Zrobił te 14 km na butach, nie mówiąc już o wcześniejszej podróży. Czy należy coś jeszcze dodawać???
Kolacja w przyjemnej "stołówce"... z klimatem i długie rozmowy, plany, pomysły...
Warunki w noclegowni skromne, ale jakże "bogata" ta cała reszta, czyli ludzie będący tam i w tamtym momencie.


Niedziela...
Wschód słońca ze Szczelińca ogląda tylko Foka.
Pakowanie, ostatni rzut okiem na Szczeliniec i trasa na Twierdzę Kłodzką.
Jest nas 9 i jeden pojazd... Foka przerzuca całe "towarzystwo" w dwóch turach.
Spotykamy się pod Twierdzą.
Mamy czas, więc zwiedzamy Twierdzę, Podziemną Trasę Turystyczną i Starówkę. Z tarasu patrzymy na... Śnieżnik...
Nadchodzi czas pożegnania i nie są to miłe momenty. Miejsce może nieprzypadkowe - most gotycki, który jest miniaturową kopią praskiego mostu Karola.
Wiemy jednak, że za jakiś czas, w innym miejscu, spotkamy się znów.
Mamy nadzieję, że będzie nas więcej, bo jednak są to niezapomniane chwile w życiu każdego człowieka.
Foka zabiera swoją "brygadę" i Ylama, do nas dołącza Bad.
22.30 - wszyscy już w domu - sms to dobry wynalazek.
Najpóźniej melduje się Kraków...
Do zobaczenia na kolejnym szlaku!

Opis autorstwa : bubamary

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com