Grupa Górska na szlaku
Główny Szlak Beskidzki
Grupa Górska na szlaku
 

Szczeliniec Wielki - @nia

W drodze powrotnej padła propozycja, żebym, jako osoba, która po raz pierwszy wyjechała z GG, również napisała swoje wspomnienia. Kasia dodała, że ma być szczerze, więc... bardzo proszę:



Przygotowując się do wyjazdu próbuję nie wyobrażać sobie, jak będzie, z kim przyjdzie mi spędzić weekend. Cieszę się, że poznam wspaniałych (tak do tej pory wszyscy uważali) ludzi i pobędę trochę w górach. Pytam na priw-ie Fokę, czy mogłabym zabrać się z nim z Łodzi, bardzo długo się zastanawia. Muszę wypełnić ankietę z ogromną ilością bzdurnych pytań typu: "czy pijesz piwo podczas jazdy samochode" albo: "ile średnio razy na 100 km korzystasz w drodze z toalety". Cóż mam robić, wypełniam pokornie i wysyłam. W końcu zgadza się i nakazuje stawić w Łodzi o 17.28. Jestem punktualnie, ale czeka na mnie... nie, nie Foka, tylko pokaźny tłumek dworcowych kloszardów. Myślę sobie: "poczekam chwilę" może się zjawi. Oglądam sobie gazety na wystawach kiosków, a koło mnie plącze się jakiś młody człowiek i jak ja w prawo, to on też, jak ja w lewo - on za mną. Zaczynam się naprawdę bać, bo myślę że to jakiś kieszonkowiec. I wtedy dzwoni Jakub. Idę w kierunku przez niego wskazanym a "kieszonkowiec" za mną. Okazuje się, że to nikt inny, tylko Sławek. Hmmm mógł mnie po prostu zapytać, czy ja to ja, a nie się tak czaić... Bo ja nie wiedziałam, że on ma tez czekać na dworcu. W końcu wyjeżdżamy. Nie będę się rozwlekać, jak bardzo dłużyła mi się ta podróż, okropna muzyka, przy której nie dało się normalnie rozmawiać, ale może to i lepiej, bo I tak nie byłoby o czym. We Wrocławiu zabieramy Kasię i Jesiennego Deszcza. "Mają bardzo miłe twarze" - myślę z nadzieją, ale jakże jest ona płonna.


Na miejsce dojeżdżamy jakoś chyba ok 1-szej w nocy. Wtedy też poznaję Bad Sida - pomijając fakt, że nie ufam ludziom, którzy w japonkach biegają po śniegu, cała "reszta" wydaje się być w porządku. Jak tylko przekraczamy próg domku, Kasia bierze JD za rękę, pędzą na górę i zamykają się w pokoju. Pukam i nieśmiało pytam czy mogę spać z nimi. Bez przekonania kiwają głowami. Potem wychodzą... gdzieś. Wracając spod prysznica słyszę jakiś hałas w drugim pokoju, tym, który zajęli panowie .Wchodzę a tam... "tańce, hulanki, swawole". Cichutko idę spać "mamusiu zabierz mnie stąd" - myślę przed zaśnięciem. Śni mi się, że Foka ze Sławkiem mnie duszą...


Rano budzi mnie... ryk. Przyjechali: Bubamara, Jarko i Zbyszek. Krótkie przywitanie i krzyk Jarka: "no leniuchy, a gdzie kawa i śniadanie dla nas??? Raz, raz, raz wychodzimy, bo nie ma czasu". Idziemy a raczej biegniemy na szlak... Cóż to jest za koszmar. Jarko, który podobno zawsze idzie ostatni wbiega na górę kilkanaście metrów przed nami. Reszta też biegiem pędzi podziwiać widoki, a ja na końcu... zziajana, zdyszana. Wchodzę na szczyt, CO ZA WIDOKI!!!!!!!!Od razu mi lepiej ;) Bad nalewa herbatkę z termosu. "Marze o herbatce" myślę. "Mogę odrobinkę?" pytam nieśmiało. Bez odpowiedzi. Wypija, zakręca termos i jakby nigdy nic mówi cos do Bubamary. Potem JD wyjmuje czekoladę. Jak myślicie? Podzieliła się????????? A ja tak uwielbiam czekoladę!!!!! Szybka fotka i idziemy dalej. Najpierw miały być "błędne" ale "szef" patrzy na mnie i mówi z politowaniem: "@nia nie da rady, obejrzymy Fort Karola i wracamy". Na nic zdają się być moje sprzeciwy, że nic mi nie jest, że mam jeszcze dużo siły. Forty są, owszem ciekawe, tylko, jak na forty przystało, gdzieś się "ukryły". JD dzielnie rusza w ich poszukiwaniu no to ja za nią, "Ania, poczekaj", krzyczę. "Szkoda czasu, zbyt się wleczesz" słyszę. W końcu znajdujemy. Teraz Foka wyjmuje termosik, tylko przełykam ślinkę, już nawet nie proszę o łyka. "Kurdę, dlaczego nie wzięłam termosu"


W końcu wracamy, szybki obiad w lokalnej knajpce i do "domku", pożeganie ze Zbyszkiem, jedynym "normalnym" uczestnikiem wycieczki. Prysznic dla zebrania sił, dobrze że chociaż jest gorąca woda - moje łzy płyną strumieniem tak silnym jak strumień wody ze "słuchawki". Z ciężkim sercem idę na górę. A wszyscy już schodzą na dół, do sali kominkowej. Nie wiem, czy iść, czy raczej zostać... "One kozie death" myślę.


Idę. Bubamara z wypiekami na twarzy rozmawia z jakimś turystą odradzając mu wstąpienie na forum. Mówi, że to grupa "elitarna", tylko dla orłów, że trzeba naprawdę zasłużyć, żeby móc zostać zaakceptowanym. Jarko z niemniejszym zapałem zachwala wszystko, co krakowskie (potem się jednak okazało, że "piątki warszawskie" są lepsze od krakowskich). Pojawił się jeszcze jeden uczestnik - Ylam. Ponieważ jakoś tak wyszło, że nie było dla niego wolnego łóżka, całą noc błąkał się po domu i smęcił... A rano zrobił nam pobudkę I zarządził ponowne zdobywanie Szczelińca (no bo on przecież nie mógł przyjechać wcześniej). Cóż było robić...


Po śniadaniu pojechaliśmy do Kłodzka zwiedzać Twierdzę. Ktoś wpadł na pomysł, że można by się pobawić w chowanego w tych murach... jak pomyśleli, tak zrobili...
Co to był za horror. Brudna, podrapana i posiniaczona wyczołgałam się w końcu z labiryntu grubych murów. Czekałam, aż Foka w końcu powie magiczne słowo "czas na nas" i jak już się doczekałam, to byłam tak bardzo szczęśliwa, że miałam ochotę go uściskać, ale Wtedy Jarko zadecydował, że jeszcze musimy zrobić fotę na mostku. Jakąś godzinę zajęło nam znalezienie tegoż i ustawienie się w odpowiedniej "pozie". W końcu nadeszła tak długo wyczekiwana przeze mnie chwila. Oschły uścisk rąk. Zapytałam cos o Śnieżnik, ale usłyszałam tylko, że raczej chyba nie powinnam jechać, bo I tak nie będzie nikogo z wawy więc po co mam się telepać do nich. No I to chyba lepiej. W sumie I tak nie miałam już chyba ochoty na spotkanie...


Mam nadzieję, że nie uraziłam, nikogo tym, co napisałam, ani nikt nie zniechęcił się do wędrowania z GG, jeśli tak się stało to serdecznie przepraszam i gorąco zapewniam, że było dokładnie ODWROTNIE. Poznałam przemiłych ludzi, przez cały czas czułam się swobodnie i bezpiecznie. Nie mam talentu do pisania "serio", bardzo lubię czytać wspomnienia JD, stąd pomysł nieco "odmiennego" przekazania wrażeń - coś na kształt kontrastu. Poznałam Was na tyle, że mogę śmiało "podejrzewać" o poczucie humoru i oczywiście nie pomyliłam się Jesli ktoś, czytając tego posta, się uśmiechnął, jest mi tym bardziej miło, bo ja uśmiecham się wciąż na wspomnienie tego weekendu. Pozdrawiam.




Opis autorstwa: @ni

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com