Grupa Górska na szlaku
Grupa Górska na szlaku
Główny Szlak Beskidzki
 

Wysoka Kopa - antenka

MOJE WSPOMNIENIA Z GÓR IZERSKICH......

Jeszcze nie opadły emocje po wyjeździe na Śnieżkę, a tu już kolejny wyjazd.... w Góry Izerskie! Skład grupy był skromny, ale mocny: Kasia, ja - Antenka i Bad. Spotkanie grupy przypadło na Wrocław. Kasia odebrała nas z dworca, a ponieważ była jeszcze wczesna pora, postanowiliśmy jeszcze pozwiedzać Wrocław nocą. Warzone piwo w knajpce "Spiż" było wyśmienite! Rozmowom nie było końca, mieliśmy sobie tyle do powiedzenia, jakbyśmy się znali lata i nie widzieli kilka miesięcy.....


Wcześnie rano wyruszyliśmy z Wrocławia do Jeleniej Góry, a stamtąd do Szklarskiej Poręby. Jadąc, podziwialiśmy wschód słońca nad górami i troszkę podśmiewaliśmy się, że mantkowa pogoda (na nasze szczęście) chyba nie sprawdzi się. Niestety, nasza radość była przedwczesna... Im bliżej byliśmy Szklarskiej Poręby, tym bardziej padało. Śnieg padał mokry i gęsty, ograniczając widoczność do kilku metrów. I w tym momencie pogoda po raz pierwszy zweryfikowała nasze plany: zrezygnowaliśmy ze zdobycia Wysokiej Kopy od strony Szklarskiej Poręby. W południe wsiedliśmy w autobus, który miał nas zawieźć do Świeradowia Zdroju. Mieliśmy niedosyt gór i już po drodze planowalismy wyskok ze schroniska na Smreka. Niestety, autobus ze względu na ciężkie warunki atmosferyczne jechał do Świeradowia ponad dwie godziny!!!! Gdy już dotarliśmy do miasta, to już był wieczór. Zjedliśmy późny obiadek, żeby nabrać sił i ruszyliśmy na szlak w kierunku schroniska. Zapadał zmrok, a przyroda wokół nas roztaczała cudownie tajemnicze widoki. Śnieg przestał padać, zrobiło się ciepło i przyjemnie cicho. Szlak wyznaczały ślady kół samochodu, który zmierzał w kierunku schroniska, drzewa były tak oszronione, że nie widać było na nich oznakowania. W miarę jak wznosiliśmy się wyżej, zaczął sypać śnieg i wzmagać się wiatr, który powodował zamiecie i zawieje. Ślady kół też w pewnym momencie zniknęły. W tej sytuacji musieliśmy się zdać na własną intuicję... Zmęczeni i spragnieni w końcu ujrzeliśmy światełka w oddali. Poczuliśmy ogromna ulgę, że już jesteśmy na miejscu. Dojście do schroniska zajęło nam ponad trzy godziny, ale nic to, już jesteśmy!!!! Oczom naszym ukazało się schronisko, całe otulone śniegiem. Oprócz świateł na zewnątrz, nigdzie się nie świeciło... Drzwi zamknięte i żywej duszy!!! Hm, trochę nas to zaniepokoiło, ba, powiem więcej, zagotowało w nas... No cóż - pomyśleliśmy - trzeba się napić herbaty, zjeść coś i schodzić na dół... Ale Bad, roztropny chłop wymacał na ścianie dzwonek (nie zauważyliśmy go wcześniej, gdyż był zupełnie zasypany śniegiem). Udało się!!! Humory od razu nam się poprawiły. W schronisku było tylko trzech turystów - czyli my. Wzmocniliśmy się troszkę balsamem i oczywiście powtórka długich dyskusji, rozmów i śmiechu. Rano wstaliśmy bardzo wcześnie. Postanowiliśmy zdobyć Wysoką Kopę z drugiej strony. Wyszliśmy ze schroniska i oczom naszym ukazał się widok, który nie sposób przelać na papier... pozostanie na długo w mojej pamięci. Ech, przyrodo, ależ nam się wystroiłaś! Niebo błękitne, najcudowniejszym kolorem błękitu, śnieg mieniący się milionem kolorów, wszystkie drzewa wystrojone w białe stroje i siarczysty mróz, który szczypał nas w policzki.



Aż chciałoby się zaśpiewać:
"Kocham Cię, Zimo, zimowa prostoto myślenia,
Piękna i naga jak prawda jest rzeźba terenu.
Żadnych rozstajów dróg, krętych wątpliwości,
Skośną płaszczyzną dobrnę do Ciebie najprościej.

Cicho zapadam w międzypienne przestrzenie,
W śniegi dziewicze ucieczka, lot zapomnienia.
Z falą wdzięczności frunę na białe morze,
Na fale dolin ze zmierzchem się położę.

Proste dziś są me bezdroża i drogi krzywe,
W szlak oczywisty wiodą nad czasu igliwiem.
Z pozapętlanej logiki jeszcze się wywikłam,
Nim znów utonie w zdarzeniach ścieżka niezwykła."

Wyruszyliśmy na szlak. Inaczej, zaczęliśmy zmagania ze śniegiem. Żadnych tyczek, żadnego oznakowania, które ułatwiłoby nam wędrówkę. Ale nie dawaliśmy za wygraną i brnęliśmy w śniegu raz po kolana, raz po pas, najgorzej miał Bad, on się prawie bez przerwy zapadał. Czasem po prostu szliśmy na kolanach, tak było łatwiej... Po trzech godzinach morderczej wędrówki, podjęliśmy decyzje o odwrocie. Mgła zaczęła podnosić się z doliny i stwierdziliśmy, że wędrówka w takiej sytuacji może stać się niebezpieczna i do Szklarskiej Poręby doszlibyśmy późną nocą. Nie była to łatwa dla nas decyzja, ale nawet do takich gór należy podejść z pokorą... Na pocieszenie wypiliśmy po grzańcu w schronisku i z piosenką na ustach ruszyliśmy do Świeradowia. Kasia zajęła się fotografowaniem cudnych krajobrazów, a ja z Badem zrobiliśmy powtórkę z piosenek ze śpiewnika GG. Jeszcze kilka chwil w Świeradowie, kilka w Jeleniej Górze i powoli kończyła się nasza przygoda z górami... Pomimo, że grupa była nieliczna, wyjazd był cudowny!!! Pozwolił nam się bardziej poznać. Kasiu, Bad dziękuję za wspaniałe chwile, jakie razem spędziliśmy.



Opis autorstwa: Antenki

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com