• Tatry
  • Dolomity
  • Korona Gór Polskich
  • Grupa Górska
  • Główny Szlak Beskidzki

e-tatry.com

Wysoka Kopa - antenka

MOJE WSPOMNIENIA Z GÓR IZERSKICH......

Jeszcze nie opadły emocje po wyjeździe na Śnieżkę, a tu już kolejny wyjazd.... w Góry Izerskie! Skład grupy był skromny, ale mocny: Kasia, ja - Antenka i Bad. Spotkanie grupy przypadło na Wrocław. Kasia odebrała nas z dworca, a ponieważ była jeszcze wczesna pora, postanowiliśmy jeszcze pozwiedzać Wrocław nocą. Warzone piwo w knajpce "Spiż" było wyśmienite! Rozmowom nie było końca, mieliśmy sobie tyle do powiedzenia, jakbyśmy się znali lata i nie widzieli kilka miesięcy.....


Wcześnie rano wyruszyliśmy z Wrocławia do Jeleniej Góry, a stamtąd do Szklarskiej Poręby. Jadąc, podziwialiśmy wschód słońca nad górami i troszkę podśmiewaliśmy się, że mantkowa pogoda (na nasze szczęście) chyba nie sprawdzi się. Niestety, nasza radość była przedwczesna... Im bliżej byliśmy Szklarskiej Poręby, tym bardziej padało. Śnieg padał mokry i gęsty, ograniczając widoczność do kilku metrów. I w tym momencie pogoda po raz pierwszy zweryfikowała nasze plany: zrezygnowaliśmy ze zdobycia Wysokiej Kopy od strony Szklarskiej Poręby. W południe wsiedliśmy w autobus, który miał nas zawieźć do Świeradowia Zdroju. Mieliśmy niedosyt gór i już po drodze planowalismy wyskok ze schroniska na Smreka. Niestety, autobus ze względu na ciężkie warunki atmosferyczne jechał do Świeradowia ponad dwie godziny!!!! Gdy już dotarliśmy do miasta, to już był wieczór. Zjedliśmy późny obiadek, żeby nabrać sił i ruszyliśmy na szlak w kierunku schroniska. Zapadał zmrok, a przyroda wokół nas roztaczała cudownie tajemnicze widoki. Śnieg przestał padać, zrobiło się ciepło i przyjemnie cicho. Szlak wyznaczały ślady kół samochodu, który zmierzał w kierunku schroniska, drzewa były tak oszronione, że nie widać było na nich oznakowania. W miarę jak wznosiliśmy się wyżej, zaczął sypać śnieg i wzmagać się wiatr, który powodował zamiecie i zawieje. Ślady kół też w pewnym momencie zniknęły. W tej sytuacji musieliśmy się zdać na własną intuicję... Zmęczeni i spragnieni w końcu ujrzeliśmy światełka w oddali. Poczuliśmy ogromna ulgę, że już jesteśmy na miejscu. Dojście do schroniska zajęło nam ponad trzy godziny, ale nic to, już jesteśmy!!!! Oczom naszym ukazało się schronisko, całe otulone śniegiem. Oprócz świateł na zewnątrz, nigdzie się nie świeciło... Drzwi zamknięte i żywej duszy!!! Hm, trochę nas to zaniepokoiło, ba, powiem więcej, zagotowało w nas... No cóż - pomyśleliśmy - trzeba się napić herbaty, zjeść coś i schodzić na dół... Ale Bad, roztropny chłop wymacał na ścianie dzwonek (nie zauważyliśmy go wcześniej, gdyż był zupełnie zasypany śniegiem). Udało się!!! Humory od razu nam się poprawiły. W schronisku było tylko trzech turystów - czyli my. Wzmocniliśmy się troszkę balsamem i oczywiście powtórka długich dyskusji, rozmów i śmiechu. Rano wstaliśmy bardzo wcześnie. Postanowiliśmy zdobyć Wysoką Kopę z drugiej strony. Wyszliśmy ze schroniska i oczom naszym ukazał się widok, który nie sposób przelać na papier... pozostanie na długo w mojej pamięci. Ech, przyrodo, ależ nam się wystroiłaś! Niebo błękitne, najcudowniejszym kolorem błękitu, śnieg mieniący się milionem kolorów, wszystkie drzewa wystrojone w białe stroje i siarczysty mróz, który szczypał nas w policzki.



Aż chciałoby się zaśpiewać:
"Kocham Cię, Zimo, zimowa prostoto myślenia,
Piękna i naga jak prawda jest rzeźba terenu.
Żadnych rozstajów dróg, krętych wątpliwości,
Skośną płaszczyzną dobrnę do Ciebie najprościej.

Cicho zapadam w międzypienne przestrzenie,
W śniegi dziewicze ucieczka, lot zapomnienia.
Z falą wdzięczności frunę na białe morze,
Na fale dolin ze zmierzchem się położę.

Proste dziś są me bezdroża i drogi krzywe,
W szlak oczywisty wiodą nad czasu igliwiem.
Z pozapętlanej logiki jeszcze się wywikłam,
Nim znów utonie w zdarzeniach ścieżka niezwykła."

Wyruszyliśmy na szlak. Inaczej, zaczęliśmy zmagania ze śniegiem. Żadnych tyczek, żadnego oznakowania, które ułatwiłoby nam wędrówkę. Ale nie dawaliśmy za wygraną i brnęliśmy w śniegu raz po kolana, raz po pas, najgorzej miał Bad, on się prawie bez przerwy zapadał. Czasem po prostu szliśmy na kolanach, tak było łatwiej... Po trzech godzinach morderczej wędrówki, podjęliśmy decyzje o odwrocie. Mgła zaczęła podnosić się z doliny i stwierdziliśmy, że wędrówka w takiej sytuacji może stać się niebezpieczna i do Szklarskiej Poręby doszlibyśmy późną nocą. Nie była to łatwa dla nas decyzja, ale nawet do takich gór należy podejść z pokorą... Na pocieszenie wypiliśmy po grzańcu w schronisku i z piosenką na ustach ruszyliśmy do Świeradowia. Kasia zajęła się fotografowaniem cudnych krajobrazów, a ja z Badem zrobiliśmy powtórkę z piosenek ze śpiewnika GG. Jeszcze kilka chwil w Świeradowie, kilka w Jeleniej Górze i powoli kończyła się nasza przygoda z górami... Pomimo, że grupa była nieliczna, wyjazd był cudowny!!! Pozwolił nam się bardziej poznać. Kasiu, Bad dziękuję za wspaniałe chwile, jakie razem spędziliśmy.



Opis autorstwa: Antenki

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
 

Ślęża i Śnieżka - Jesiennydeszcz

No i przyszedł czas na opis, troszkę przy długi więc jak ktoś się znudzi po drodze to się nie obrażę

 

To była jak zwykle szybka decyzja, bo jak tu zrezygnować z zimowych Karkonoszy. No i znów zobaczę część GG . Wieczorny pociąg do Wrocławia, czas mija szybko, bo w miłym towarzystwie Dżag i jarko. No i myślimy co by tu jeszcze po drodze... może Ślęża.

We Wrocławiu miły wieczór u Kasi, jeszcze przyjeżdża Ylam, i krótka noc, wstajemy skoro świt (a raczej przed świtem ).

 

Za pierwszy cel obieramy wymyśloną w pociągu Ślężę. Upychamy się do Ylamowej Ibizy i w drogę. Niby to blisko, ale wąskie dróżki przez okoliczne wioski, całe w śniegu nie sprzyjają szybkiej jeździe, no i zawsze coś się musi przydarzyć, jakieś 200 m przed przełęczą zakopujemy się w śniegu, wypychanie jakoś nie wychodzi, trzeba założyć łańcuchy, nikt wcześniej takich łańcuchów nie zakładał, więc idzie dość opornie. Oczywiście damski zespół radzi sobie lepiej . Jednak tracimy cenny czas, a przyjdzie go stracić jeszcze więcej. Z przełęczy ruszamy szybko najkrótszą drogą na Ślężę. Ale nagle tracę siły, co jest, przecież to spacer prawie po prostym... idzie mi się bardzo ciężko, po prostu dolega mi wszystko co możliwe. Idę powoli, podziwiając piękny ośnieżony las, uśpiony we mgle. Może to przez to moje lekceważenie i wcześniejsze słowa, że Ślęża to nie góry. Myślę czy iść czy nie iść, ale kurcze poddać się na Ślęży, w końcu ledwie dochodzę na górę, kupuję colę, to choć trochę kofeiny. Parę zdjęć na szczycie i w dół, idzie mi się lepiej, w końcu to w dół, mam złe przeczucia co do Śnieżki, przecież to bez porównania wyższa góra, inny wysiłek. Już pogodziłam się z tym, że doczłapię się tylko do Strzechy (mam nadzieję). Ale do Karpacza jeszcze kawał drogi, ja wykorzystuję ten czas na regenerujący sen. Przez całą drogę towarzyszą nam nisko zawieszone chmury i mgły, pogoda nie najlepsza.

W Karpaczu jemy pyszny obiadek, trzeba nabrać sił. W górnym Karpaczu czeka nas najmilsza z niespodzianek, jesteśmy już ponad chmurami, świeci słońce, a nad nami błękit nieba, do tego cała okolica usłana białym puchem, dużą ilością białego puchu, jest pięknie. Przy drodze urokliwy Wang, idealnie pasuje do otaczającego go otoczenia, ośnieżonego świerkowego lasu na górskim zboczu. Kościółek uroczy, ale my musimy ruszać w dalszą drogę. Wychodzimy wyżej, las rzednie, a naszym oczom ukazują się coraz przyjemniejsze panoramki Karkonoszy. Jest niemal idealnie, ciepło, bezwietrznie, słonecznie i z dużą ilością śniegu w tle, no i ścieżka przedeptana dobrze. Gdy słońce schowało się za zbocze, gdy mrok zaczyna zwyciężać ze światłem zbliżamy się do schroniska. Ostatnie spojrzenia na zanikający w oddali Karpacz i czerwieniejące nad nim niebo i idziemy poczuć ciepło wewnątrz przyklejonego do zbocza budynku Strzechy Akademickiej.

Meldowanie, krótkie przepakowywanie i w drogę, Śnieżka czeka.

Niby noc, ale tak jasno, że nie potrzebujemy czołówek, i tak, w lekkim, ale wystarczającym świetle księżyca i gwiazd, pniemy się pomału do góry by po pewnym czasie dojść do grzbietu głównego. Nad równią króluje niepodzielnie Śnieżka, królowa Karkonoszy w lśniącej koronie z gwiazd. Takie noce to rzadkość, ciepło, jasno, dość lekki wiatr i tylko nasza piątka rozkoszująca się tą wyjątkowością. Po obu stronach widać w dole rozświetlone miasta, czy to po polskiej czy czeskiej stronie wyglądają tak samo, góry nie mają granic.

Mijamy Śląski Dom, oszroniony i uśpiony i rozpoczynamy mozolne, dobrze że krótkie podejście do celu. Drogę wyznaczają łańcuchy po jednej lub obu stronach ścieżki, całe oblepione bryłami śniegu przyjmującymi ciekawe formy stworzone przez wiatr. A wiatr zaczyna nam towarzyszyć i to coraz silniejszy, bo na tej górze chyba zawsze wieje, przynajmniej w zimie .

Idę powoli, sił nie za wiele, odczuwam jeszcze pozostałości po porannym spadku formy. Ale szczyt zdobywam co daje mi dużo radości i satysfakcji. Liczne smsy z pozdrowieniami, próby uwiecznienia momentu szczytowania z flagą, powiedzmy że udane i czas schodzić, w takim wietrze nie można za długo się nie ruszać. Schodzimy i zbiegamy (zależnie od osoby i momentu) z powrotem do równi. Tym razem dla odmiany wybieramy drogę przez Kopę, może troszkę dłuższą.

Schronisko wita nas swoim ciepłem, coś tam jemy, coś pijemy, wieczorne rozmowy, na koniec gorący prysznic i czas na znów krótki sen.

 

Z Kasią wstajemy przed 5, przy wieczornych rozmowach zrodził się pomysł podziwiania wschodu słońca na Śnieżce.

Szybkie ubieranie, pakowanie i w drogę. Nad ranem księżyca już brak, więc przyświecamy sobie drogę sztucznym światłem naszych czołówek i pomału idziemy w stronę Śnieżki, ciągle wydaje mi się że to za wcześnie, ale nie chcemy się też spóźnić. Gdy w mroku nocy dochodzimy znów do Śląskiego Domu wieje coraz mocniej, chowamy się za budynkiem, prawie przyklejamy do oszronionej ściany i ubieramy wszystko co jeszcze się da, wiatr mocno wychładza, poza tym czekamy, bo jeszcze ciemno. Gdy powoli horyzont rozjaśnia się ruszamy ku szczytowi. Jest pięknie, spektakl barw przed wschodem słońca, ośnieżona kapliczka jakże urocza, odbijające się światło jaśniejącego nieba w oknach... Wiatr jest porywisty, zrobienie zdjęcia graniczy z cudem, ręce kostnieją w momencie, nie ma się gdzie schować, ten wiatr po prostu jest wszędzie. Jest coraz jaśniej, coraz piękniej, ale też coraz później, minęła już godzina umówionego spotkania z resztą grupy na grani, a tu jak słońca nie było tak nie ma, decydujemy się na odwrót, czas i wiatr wygrywają, może troszkę żal, ale nie żałujemy niczego, w końcu było tak pięknie. Jest pięknie nadal, słońce gdzieś tam już wstało i oświetla przeciwległe stoki, śnieg wcale już nie jest biały, nabrał koloru. Ośnieżona równia, ośnieżone kotły i śniegowe fantazyjne formy, szron na tyczkach, obraz pięknej górskiej zimy pod błękitnym niebem. No i ciągle towarzyszy nam ten wiatr, jakże górski, może uciążliwy, ale przynoszący poczucie wolności (odczucie pewnie mocno subiektywne ).

Naokoło śnieżna równina, pustka, tylko szczyt Śnieżki wyrasta ponad wszystko za naszymi plecami.

 

Koło Słonecznika, jakże bardziej robiącego wrażenie o tej porze roku, skręcamy kierując się w dół do kolejnych form skalnych Pielgrzymów. Podmuchy wiatru unoszą drobinki śniegu, śnieg jest sypki i suchy, głęboki, miękko można zbiegać w dół. Pojawiają się pierwsze drzewa, ale prawie cała zieleń skrywa się pod białym płaszczem. Wydeptana ścieżka kluczy wśród skał, po czym wyprowadza na polanę, gdzie spotykamy znaną nam już z wczoraj drogę, tym razem wybieramy przeciwny kierunek, w stronę Karpacza, znów uroczy Wang, znów pyszny obiadek, znów Ylamowa Ibiza i mkniemy ku Bielsku Białej, by zrobić niespodziankę Piotrowi, ale to już inna historia....



Opis autorstwa: Jesiennego Deszcza

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
 

Łomnicki Staw - Łomnickie Ramię

TATRY WYSOKIE


ŁOMNICKI STAW – ŁOMNICKIE RAMIĘ


28.08.2007


Dzisiaj tworzymy 2 grupy bo dojeżdżają „Krakusy”.
„Gdańsk” idzie do Zielonego Stawu Kieżmarskiego a reszta jedzie na Łomnicki Staw.
Nie można młodzieży tak od razu „zachodzić”, żeby się nie zniechęcili a zachęcili do wędrówek .
No to wsiadamy…





Jest TO, czego się najbardziej obawiałam…MGŁA, a miało być tak pięknie ;)




Czekamy…w chwilach przebłysków na niebie staramy się coś zobaczyć.
Szczyt Łomnicy jak zaklęty, nie pozwoli na siebie spojrzeć. No to spaprany dzień.





Coś jednak trzeba zrobić…Wsiadamy na kolejkę krzesełkową i wydostajemy się na Łomnickie Ramię.

(bilety należy kupić w kasie przy kolejce gondolowej !!! Dawniej można było to załatwić przy krzesełkach. )

I to było dobre posunięcie bo na górze zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa mgieł i była nadzieja…






Szerokim chodnikiem oznakowanym na zielono idziemy granią do punktu kulminacyjnego czyli Łomnickiej Strażnicy.
Stąd piękny widok na Dolinę Zimnej Wody.





Oczekujemy teraz czy wyjdzie…oczywiście szczyt Łomnicy…
Bardzo szybko przewalają się mgły i jest…
W dole też robi się „dziura”…





Po „upojnych chwilach” możemy już zjeżdżać. Na dole też się robi dość przyzwoicie.
Zaglądamy do Skalnatej Chaty i dalej magistralką w kierunku Hrebienioka.
W Zamkowskiego chacie muchy dalej urzędują.
Próbujemy zrobić fotkę psu – ratownikowi ale niechętny jest do pozowania.





Obok Obrovskiego Wodospadu schodzimy pod Rainerową Chatę a dalej do Wodospadów Zimnej Wody ( Studenovodske vodopady ).
Rozciągają się one na długości 1.5 km.
Wychodzimy pod Bilikową Chatą .





Barbara Górecka

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
 

Monkova Dolina - Kopske Sedlo

BELANSKE TATRY

MONKOVA DOLINA – KOPSKE SEDLO



29.08.2007


Przejeżdżając obok Tatr Bielskich nigdy nie dawały mi one spokoju…

Nadszedł chyba już czas aby tam wejść tą jedyną udostępnioną ścieżką turystyczną.
Jest to przejście w poprzek Tatr Bielskich.

Prowadzi tędy szlak edukacyjny czyli biały kwadrat z zieloną przekątną.

Wysiadamy na przystanku Żdżiar – Tatra.

Wchodzimy w lewo, w boczną szosę w Dolinę Bielskiego Potoku zwaną inaczej Monkovą Doliną.

Po lewej stronie mijamy obiekt z początku XX wieku w którym mieścil Dom Wczasowy „Tatra”.
Od kiedy został zwrócony rodzinie właścicieli to coraz bardziej niszczeje. Jeszcze kilkanaście lat temu funkcjonował a dziś zieje pustką i ruiną.





Wyłania się już Płaczliwa Skała, Hawrań i białe turnie Kominów.Skręcamy w lewo zbliżając się do potoku. Po prawej stronie, przy rozległej łące mamy hotel „Magura”. Troszkę dalej prywatna chata.





Przez most na potoku dochodzimy do miejsca gdzie szlak się rozwidla. Miejsce to, to Ptasiowska Rówienka.
W kasie należy wykupić bilet za 30 Ks.
Otrzymujemy też ulotkę z bardzo ładnie opracowaną trasą. Ułatwia to poruszanie się na niej. Poszczególne, ważne punkty są ponumerowane i opisane. Na punktach są ławeczki i czasem stoliki.
Wchodzimy w wąską Dolinę Reglaną ( Monkovą ) .





Za mostkiem i skalistym zwężeniem wchodzimy na łąkę otoczoną pięknymi dolomitowymi skałami.





Ściany doliny zaczynają tworzyć dziki wąwóz skalny zamknięty wysokim progiem.
Skręcamy w prawo na strome stoki Głośnej Skały ( Hlasna skala ) i wspinamy się ponad poziom tamtego wysokiego progu.

Tu jest miejsce wypoczynkowe czyli stolik i ławeczki bo po takim podejściu można ducha wyzionąć…





W dole piękna panorama na Magurę Spiską, Beskidy i Pieniny. Bardzo wyraźnie widać Trzy Korony.

Z tego miejsca oznaczonego jako punkt nr 4 przechodzimy w przestronną Dolinę Szeroką (Siroka Dolina ) .
Jest ona między Płaczliwą Skałą ( Zdiarska Vidla ) a Szalonym Wierchem ( Hlupy vrch ) .

W dolinie na stokach miałyśmy szczęście widzieć całe stado kozic. Z powodu mgły i dalekiej ich odległości , na mojej fotce wyszły tylko niewielkie „punkciki”.





W dużej mgle dochodzimy do Szerokiej Przełęczy Bielskiej ( Siroke Sedlo ) wgłębionej między Płaczliwą i Szalony.

Mnie też się już chce płakać bo tyle włożyłam wysiłku i…znowu mam tu wracać???





Czyżby znowu za sprawą czarodziejskiej różdżki???
Jesteśmy na przełęczy …ławeczki, stoliki , wiatr okrutny, zimno…ale czekamy. Warto było!
Nie jest to pełnia szczęścia ale i tak bardzo wiele.





Idziemy teraz w lewo, długim trawersem - zboczem Szalonego Wierchu .
Wokół mnóstwo wapiennych skałek.





Dochodzimy do płytkiego siodła Głupiej Przehyby ( Vysne Kopske Sedlo ).





Schodzimy stąd w prawo a potem zakosem w lewo.
Jest w tym terenie sporo ścieżek które zostały zamknięte i należy zwracać uwagę na znaczki.

Trawiaste zbocza opadają w kierunku Doliny Przednich Koperszadów ( Predne Medodoly ) . Przed nami obła Kopa Bielska.





Już jesteśmy na Przełęczy pod Kopą.
Planowałyśmy zejście przez Dolinę Białych Stawów i Dolinę Rakuską, jednak w momencie zaczęła się zmieniać pogoda. Znowu nad nami zawisły czarne chmury.

Na przełęczy ogromna tablica z napisem, ze droga którą przebyłyśmy jest jednokierunkowa a wejście od Żdiaru. To do diabła, dlaczego tłumy ludzi idą właśnie z tej strony???
Też mogłam wybrać łatwiejszą drogę…
A może to chodzi o te 30 Ks lub 4 złocisze polskie???
Wcale mi się to niepodoba.





Schodzimy Doliną Zadnich Koperszadów ( Żadne Medodoly ) . Ścieżka bardzo łagodnie się obniża . W pogodny dzień pięknie prezentują się tutaj Hawrań i Płaczliwa Skała.
Dziś się nie udało zobaczyć.





W strugach deszczu dochodzimy do pierwszej wiaty. Dalej, remontowaną drogą do Polany Gałajdowej ( Pod Muranom ).

Zmieniła się ta trasa od ubiegłego roku.
Kilka nowych wiat, odsłonięte skałki , widoczny w swojej krasie potok. Na polanie ekspozycja już gotowa.





Jesteśmy w Jaworzynie
…kilka minut wcześniej odjechał autobus.
Leje jak z cebra a knajpy brak… :shock:

Barbara Górecka

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
 

Zielony Staw Kieżmarski od Jaworzyny

Z Jaworzyny do Zielonego Stawu
przez Przełęcz pod Kopą i Białe Plesa.


Czasami powtarzają się moje tatrzańskie ścieżki, jednak za każdym razem są one troszkę inne. Inna pogoda, inne wrażenia, inne odczucia...

16.08.2006

Szlak ten jest najładniejszym przejściem przez grzbiet główny Tatr.

Wychodzimy z centrum Jaworzyny Spiskiej niebieskim szlakiem.
Po prawej strony ukazuje się drewniany kościółek i cmentarz.



Prowadzi nas szeroka droga bita, wzdłuż potoku Javorinka.
Otwierają nam się widoki na Jagnięcy, Kołowy i Lodowy szczyt. Po lewej stronie towarzyszy nam Murań – 1890 m.

Po przejściu przez mostek w lewą stronę ( węzeł szlaków) dochodzimy do Polany Gałajdowej (Polana pod Muranom). Jesteśmy teraz na kwiecistej polanie, nad którą dominuje biała ściana Murania. Na polanie trwają prace nad ekspozycją geologiczną.



Idziemy dalej lasem u podnóża wierchu Stefan – 1539 m. Wchodzimy w szeroką Dolinę Zadnich Koperszadów ( Zadne Medodoly ).

Dolina ta ma 4.5 km długości. Z obu stron doliny zachowały się piękne zwały moren.
Zaczynamy podchodzić troszkę stromiej na stok doliny. Widzimy stąd północne zbocza Tatr Bielskich z czubami Hawrania i Płaczliwej Skały, zbudowanych z wapieni murańskich.
Ścieżka wiedzie wśród wysokich i kwiecistych traworośli.



Stokami Szalonego Wierchu ( Hlupy ) wznosimy się coraz wyżej do widocznego już siodła przełęczy.


Przełęcz pod Kopą ( Kopske sedlo ) – 1749 m

Rozciąga się stąd widok na Tatry Wysokie ( również polskie)
Z lewej dołącza szlak (jednokierunkowy!) ze Żdiaru. Szlak chyba jako pierwszy w Tatrach Słowackich jest płatny!



Wchodzimy teraz na Wyżnią Przełęcz pod Kopą ( Predne Kopske sedlo ). Roztacza się stąd monumentalna panorama: Mały Kieżmarski, Kozia Turnia, Jagnięcy Szczyt.
W dole widoczne Białe Stawy.
Chwila dla oczu, duszy i ciała…


Zakosami, zboczami Kopy Bielskiej i wśród kosówki schodzimy nad brzeg Wielkiego Białego Stawu (Velke Bele pleso ).
Kiedyś stała tu Kieżmarska Chata, dziś są ławeczki i wiata dla odpoczywających.



Stąd idziemy magistralką w kierunku Zielonego Stawu. Mijamy Wyżni Biały Staw ( Trojrohe pleso ), stopniowo ulegające zatorfieniu.. W okolicy rośnie przepiękna roślina zwana wełnianką.
Ścieżka prowadzi wśród kosówek podnóżami Gajnistych Turni ( Żerzuchove Veże ) . Po lewej cały czas mamy fantastyczną panoramę Tatr Bielskich w całej ich okazałości.



Przez wielkie łany kosodrzewin, coraz bardziej przytłoczone widokiem ogromnej ściany Małego Kieżmarskiego , dochodzimy pod schronisko nad Zielonym Stawem ( Zelene pleso ).



Zielony Staw Kieżmarski jest jednym z ładniejszych jezior tatrzańskich. Leży w kotle polodowcowym wśród zwałów morenowych. Skalne otoczenie jest jednym z najwspanialszych w Tatrach. Szczególnie pięknie prezentuje się stąd 900 m północna ściana Małego Kieżmarskiego, ścieżka na Rakuską przełączkę Wyżnią a nad schroniskiem, zawieszona Jastrzębia Turnia.



Schodzimy szeroką, leśną i kamienistą drogą w Dolinie Białej Wody. Po lewej stronie towarzyszy nam szumiąca Biała Woda Kieżmarska i w dali – Tatry Bielskie. Przez Folwarską Polanę ( Kovalcikova polana ) dochodzimy do Zimnej Studni – rzeżuchowego żródła ( Salviovy prameń ) . Zdrój z doskonałą wodą jest ładnie obudowany.


Dalej, już wygodnie z górki pędzimy do przystanku Biała Woda (Biela voda ). Huczący potok zostawiamy za sobą. Żegna nas widoczny w całej okazałości szczyt Łomnicy wznoszący się ponad cmentarzyskiem ekologicznym.




Barbara Górecka
_________________

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
 

Objęliśmy patronatem:

 



Grupa Górska