• Tatry
  • Dolomity
  • Korona Gór Polskich
  • Grupa Górska
  • Główny Szlak Beskidzki

e-tatry.com

Starorobociański Szczyt - mpie

STAROROBOCIAŃSKI SZCZYT.

Moje wejście na szlak zaczyna się o 4:46 rano, gdy wychodzę z domu by zdążyć na autobus, który ma zawieźć mnie do Pcimia. Tam mam spotkać resztę Grupy. Zdaję sobie sprawę że trochę za późno wychodzę (autobus odjeżdża dokładnie o 5:00), ale mam nadzieje że wystarczy włączyć szybkie tempo. Gdzieś w połowie drogi na dworzec dociera do mnie że złudna to była nadzieja, w wyniku czego ostatnie parę minut bawię się w sprintera. Oczywiście z plecakiem na grzbiecie. Wpadając na płytę dworca dostrzegam dwa stojące autobusy. Podbiegam do pierwszego, ale ten nie okazuje się właściwym. Wsiadam więc do drugiego.
Jakież jest moje zdumienie, gdy na moja prośbę o bilet, kierowca odpowiada machnięciem ręki za siebie i jednym krótkim słowem: „Tam!”. Nie bardzo rozumiejąc w pierwszej chwili co „tam”, grzecznie pytam o co chodzi. Kierowca lekko zniecierpliwiony wskazuje już dokładniej palcem za siebie i dodaje „Musi Pan jechać tamtym autobusem”. Kierując wzrok za jego wyciągniętą ręką dostrzegam trzeci autobus stojący na placu, który wcześniej musiałem przeoczyć. Z delikatnie narastającą rozpaczą rzucam się w tamtym kierunku, zdając sobie niejasno sprawę że jest już dobrych kilka minut po planowanym odjeździe. Na szczęście tym razem dobry los mnie jeszcze nie opuszcza. Zdążam w ostatniej chwili. Siadając z błogą ulgą na fotel, przez głowę przelatuje mi luźna myśl „fajnie się ta wyprawa zaczyna...”

 

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Więcej…

 

Rysy - mpie

NIEDZIELA. RYSY.

Dźwięk budzika. Otwieram oczy i podnoszę głowę. Jest za pięć czwarta. Za godzinę jest planowany wymarsz, więc daję sobie jeszcze dziesięć minut i wstaję. Wstępna toaleta, śniadanko i pakowanko plecaka przebiega sprawnie. Szybko okazuje się jednak, że planowane wyjście o godzinie 5:00 musi zostać przesunięte na trochę później. Niestety, poranna witalność niektórych członków Grupy Górskiej po zdobywaniu wcześniejszych szczytów na tym spotkaniu, jest daleka od ideału.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Więcej…

 

Przełęcz pod Chłopkiem - Dżagietka

SOBOTA. MIĘGUSZOWIECKA PRZEŁĘCZ POD CHŁOPKIEM.

Punktualnie o 1:00 w nocy z piątku na sobotę stawiam się na mysłowickim dworcu. Już jestem zmęczona. Pół godziny z plecakiem pieszo. Na szczęście z przyjaciółmi, którzy ochoczo porwali się na odprowadzenie mnie. W pociągu witam się z Pietią, Kasią i Świstakiem. Po chwili zza stosu walizek i plecaków wykopuje się Sibi. Warunki ekstremalne, więc bez dłuższego zastanawiania się skracamy naszą podróż i przesiadamy się do pociągu jadącego do Zakopanego i wiozącego do nas Sławka już w Jaworznie. Tu mogę powitać się z Piotrem, Izą i Avantarem, którzy byli nieosiągalni w pociągu. Tu też spędzamy godzinę w oczekiwaniu na spóźniony pociąg za Sławkiem.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Więcej…

 

Czupel i Skrzyczne - Piotr

Zziajany wpadam na peron dworca PKP, gorączkowo rozglądam się za pociągiem, którego jednak jeszcze nie ma. Z ulgą, już bez pośpiechu kieruje się w stronę peronowej herbaciarni, zrzucając plecak widzę kątem oka wtaczający się skład z Katowic, w chwilę później widzę wysoko na estakadzie dwie tak dobrze mi znane sylwetki - Ania i Beti, to na spotkanie z Nimi i czekającą nas przygodą tak się śpieszyłem.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Więcej…

 

Dolomity 2006 - YLAM

KAISER-MAX-KLETTERSTEIG - 19.06.2006

Znoszę bagaże do samochodu – ruszam. 14:30 dojeżdżam do Wrocławia, szybki odbiór wcześniej zamówionych batoników energetycznych i jadę w umówione miejsce spotkania. Mam jeszcze chwilkę, wiec idę na pyszny obiadek do KFC. Teraz czeka mnie 2 tygodnie „różnej” kuchni niekoniecznie smacznej. Coraz bardziej dociera do mnie myśl że zaczęło się to, co jeszcze tak niedawno było mi tak odległe, było tylko marzeniem. Po 15.00 dojeżdża Kasia z Jędrkiem i zabieramy się za przepakowywanie bagażu w jedno autko. Foka z lekkim opóźnieniem zjawia się o 16:20, upychamy resztę bagażu. Jeszcze „szybkie” zakupy w TESCO i CASTORAMIE i obieramy kierunek na Zgorzelec. Po przekroczeniu granicy czeka nas jakieś 700km do kolejnego celu - VF w Austrii (Kaiser-Max-Klettersteig). W międzyczasie krótka (2 godz.) drzemka na parkingu w Niemczech. Po przebudzeniu szybka, „tania” kawa na stacji benzynowej i lecimy dalej (tu pierwszy raz pojawiają się Niemcy na rowerach). Ok. godz. 7 zjawiamy się już pod VF, gdzie czekają na nas już z kawą i herbatką (Agata, Bubamara i Jarek). Przywitanie, wymiana wrażeń z trasy i zaczynamy przygotowywać się do pokonania (dla większości z nas pierwszej w życiu) VF. Pod ścianę idą wszyscy poza Bubamarą, Jędrek jedynie w celu rozeznania terenu. I zaczęło się – kilka wskazówek od Piotra i już pierwsze osoby są wpięte do liny i nabierają wysokości. Adrenalina wzrosła znacznie przynajmniej u mnie – myślę sobie: „nigdy tego nie robiłem, poradzę sobie?” Pierwsze metry każdemu z nas sprawiają sporo trudności. Alka nie daje rady i wycofuje się w dół. Reszta walczy dalej – wiedzą że jest to taki mały sprawdzian przed tym, co czeka nas w najbliższych dniach. Ściana faktycznie do najprostszych nie należy, momentami pokonanie niewielkiego odcinka sprawia nam wiele trudności i pochłania masę sił. Każdy daje z siebie wszystko – pogoda daje się we znaki lejący się żar z nieba wcale nam nie ułatwia sprawy. Pierwszy dzień, pełnia sił...... Po kilku godzinach docieramy do wyznaczonego na dzisiaj celu – Groty Maxymiliana. Później długi odpoczynek w grocie i zejście łatwym szlakiem do czekających na nas na dole (Alki, Bubamary i Jędrka). Podejmujemy szybką decyzję, że wsiadamy w samochody i na obiad jedziemy do Misuriny (tam planujemy pierwszy camping). Po pokonaniu 150km z coraz to piękniejszymi krajobrazami za oknem mijamy tablicę Misurina. Poszukiwania campingu, wesoła dyskusja z właścicielką campingu – kilka spraw organizacyjnych i już rozbijamy namioty w swoim sektorze. Bubamara rozkłada swój dobytek jako pierwsza z lewej tuż obok Agata, Ania (JD) i Jarek, trzeci namiot to Kasia, Jędrek i Ja i zamykający z prawej Alka, Piotr i Foka w swoim „5 min. namiocie”. Obiadokolacja, prysznic i wszyscy wskoczyli w swoje śpiworki nie mogąc się doczekać kolejnego dnia. Kiedy tak naprawdę zacznie się podbój pierwszego z Dolomitowych szczytów Monte Paterno 2744 m.n.p.m.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Więcej…

 

Objęliśmy patronatem:

 



Grupa Górska